niby…

wiedziałam, że grudzień, kalendarzowa zima, święta za pasem. mimo wszystko, widok śniegu za oknem bardzo mnie zaskoczył.

a popsucie dwóch samochodów ma swoje, niewielkie, bo niewielkie, ale plusy. więcej spaceruję po świeżym powietrzu i jakoś nastrój lepszy.

studia moje są fajne, szczególnie jak można wziąć udział w czymś, co nie jest tylko wykładem/konwersatoriami/ćwiczeniami. no, bo tak generalnie to koła naukowe są fajne (oraz umiejętność obsługi LaTeXa jest jeszcze fajniejsza).

(wciąż wierzę, bardzo mocno, że istnieje alternatywny świat, w którym wykładowcy są poważnymi ludźmi. taka świadomość jest kojąca, mimo, że pewnie nie mam do tego świata dostępu ;) )

bo…

zawsze, kiedy z tobą rozmawiam, to mam ochotę rzucić ci się na szyję i powiedzieć wszystko.

i wiem, że nigdy tego nie zrobię.

muzycznie.

muzyczne obsesje przychodzą falami. usłyszana w radio piosenka nie chce wyjść z głowy, a ty nie możesz jej znaleźć, bo nie wyłapałaś angielskiego tekstu. w końcu, znajdujesz. i słuchasz, słuchasz, słuchasz.

teraz nadeszła muzyczna obsesja na:

to
a także i:
to

(na podstawie przeprowadzonej ankiety i rozmów, stwierdzam iż środy powinny zmienić nazwę na ‘czarne środy’. absolutnie nikt ich nie lubi. ja też. jutro (dziś…) rozpoczynam z nadzieją odnalezienia zagubionych oraz przeżycia.)

I must become a lion hearted girl, ready for a fight

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.