jestem ofiarą samej siebie.

jestem ofiarą samej siebie. ofiarą niepełnego efektu rosenthala, który kończy się i zaczyna u mnie na oczekiwaniach eksperymentatora. choć, może właściwie nie jestem ofiarą. pokazuję, że on wcale nie działa. można mieć oczekiwania wobec mnie, można uznawać za lepszą, zdolniejszą. to nic nie zmienia. nadal jestem, jaka byłam.
jedyna poprawa jaką można zaobserwować, to lepsze maskowanie własnej głupoty. szersze uśmiechy i lepsze potakiwanie (gdy coraz bardziej nie wie się o czym mowa).

obraz mnie, który mają inni, wpędza prawdziwą mnie w kompleksy. wcale nie motywuje do pogoni za ideałem. raczej mówi: i tak nigdy nie będziesz dość dobra.

sny przerażają, budzą nad ranem. śnią mi się rzeczy, których się boję. których nie chce. a tego, który mógłby je przegonić wciąż nie ma. choć zdaje się stać za cienką folią, tak cienką, że czuć oddech. to żadne z nas nie chce jej przeciąć.

“bo, przyszłam na ten świat z niczym i odejdę stąd także z niczym, nie licząc miłości. wszystko inne stanowi jedynie pożyczkę…”

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.